felieton

CZY TO RATHMA?

Lilith powróciła do sanktuarium w mrocznym rytuale. Czy przywrócił ją Rathma?


Od czasu BlizzConu 2019 minął już prawie rok, a większość fanów nadal zastanawia się kto mógł być potencjalnym przywoływaczem demonicznej córki Mefista – Lilith. Do dnia dzisiejszego powstało wiele teorii fanowskich, mówiących i opierających się na faktach, lecz w każdej z nich brakuje wspomnienia o jednej istotnej rzeczy. Warto więc zadać sobie pytanie, czy Lilith rzeczywiście wskrzesił jej własny, pierworodny syn Rathma?

Na początek weźmy fakty, którymi podpierają się fani analizując kim może być ewentualny przywoływacz. Głównym z nich jest nazwanie przez przywoływacza demonicznej córy “Świętą Matką”.

Blessed Mother, save us.” ~ Przywoływacz witający Lilith z powrotem w Sanktuarium

Wielu fanów twierdzi, że właśnie przywoływaczem mógłby być Rathma poprzez nazwanie Lilith “Matką”. Analizując wiele forów i stron, można doszukać się jeszcze więcej teorii i faktów, którymi podpierają się fani, lecz wszyscy pomijają jeden istotny fakt, wydobyty z pewnego źródła – czyli od samego twórcy gry. Spędzając wiele nocy na czytaniu różnych teorii, stron stworzonych i opisujących postacie, a także oglądając wiele filmów na platformach społecznościowych i serwisach internetowych mogę zapewnić, że wiem kto jest tajemniczym przywoływaczem córy Mefista. Nie jest nim Rathma!

Nie rozpisując się tu o wyglądzie czy zachowaniu przywoływacza, ważną informacją jest, iż Rathma nie miał racjonalnego powodu, by przywrócić swoją matkę z powrotem do Sanktuarium. Czytając trylogię “The Sin War”, którą Blizzard Entertainment uznaje za kanoniczną, można dowiedzieć się o braku sympatii i miłości pierworodnego Nefalema w stosunku do własnej matki.

Trylogia “Wojny Grzechu” natomiast podpowiada nam dobry kierunek, dzięki któremu możemy dowiedzieć się kto faktycznie sprowadził Lilith do świata ludzi. Legendarny “Zakon Trójcy” praktycznie od początków swojego istnienia współpracował z Najwyższym Złem, czyli trzema najpotężniejszymi demonami – Diablem, Baalem oraz Mefistem, ojcem Lilith!

Czy zatem Lilith została przywołana poprzez członka Zakonu Trójcy? Otóż tak. Przywoływacz, jak widoczne jest to na filmie, nosi naszyjnik w kształcie odwróconego pentagramu z głową barana, który był symbolem Zakonu Dialona – Ducha Determinacji. Wyznawcy tej odnogi Zakonu Trójcy czcili Pana Grozy – Diablo.

Rathma?

Ostatnim, niezaprzeczalnym dowodem, jest wypowiedź Harrisona Pinka – Starszego Projektanta Zadań do Diablo IV.

“So, the Sin War — a lot of that took place in Kehjistan. The Mage Clan Wars — all of that kind of thing took place in Kehjistan. There’s a lot of history buried in the sands under Kehjistan; and speaking of buried, we have these ancient Triune Cult ruins that radiate this dark power — sort of thrumming with dark energy; the triune who is responsible for helping Lilith return to Sanctuary, as you saw in our cinematic, they also worship the Prime Evils; and they are hastening their master’s return to Sanctuary.~ Harrison Pink, Senior Quest Designer, Diablo IV 11 November 2019, Blizzcon

Jak wynika z wypowiedzi projektanta zadań, właśnie Kult Trójcy jest odpowiedzialny za przywołanie demonicy Lilith do Sanktuarium. Możemy teraz zastanowić się, który z mrocznych kultystów i arcykapłanów mrocznego zakonu byłby zdolny i na tyle potężny, by przywrócić stworzycielkę Sanktuarium na swoje prawowite ziemie prosto z Pustki, w której została uwięziona.

Z tą zagwozdką Was zostawiam.

Pisał do Was SirWilnik,
Papatki!

Posted by Pan Otlet in Bez kategorii, 0 comments

Nowa generacja konsol i dyski SSD rozwiązaniem i problemem?

Oglądałem materiał na TVGry – mogę mocno chłopaków polecić, ale jedna rzecz mnie zastanawia, i tutaj materiał techniczny – bo zacznę zastanawiać się nad technologicznymi problemami – łatwymi do obejścia.

Dziwię się, że aktualnie technologie wykorzystywane w konstrukcji komputerów domowych nie zbliżają się do tych w zastosowaniach profesjonalnych.

W przypadku problemów z wydajnością dysków i ich pojemnością jest proste rozwiązanie jakim jest RAID. Jest to nieco droższe rozwiązanie (niewiele droższe) oraz bardziej skomplikowane technologicznie niż oparcie rozwiązania problemu na jednym dysku, ale szybszym i droższym. Dwa dyski SSD (nawet niskiej klasy) w połączeniu z RAIDem jest bardziej awaryjny (co dla producentów powinno być dobre, bo płatny serwis sprzętu po czasie, a zazwyczaj dyski mają dłuższy lifetime niż gwarancja).

Co Wy o tym sądzicie? Może macie inne zdanie na rozwiązanie tego problemu?

Posted by Pan Otlet in Bez kategorii, 0 comments

EA: „Nie jesteśmy bandą złych kolesi” [UPDATE]

Dzisiaj przeczytałem artykuł na temat Elektroników na łamach internetowego portalu CDAction. Oni nie są źli? Wątpię…

Artykuł opisuje wywiad z Matt’em Bilbey’em, wice od rozwoju strategicznego (bardzo ładny tytuł, dalej nie wiem co ma robić). Owy Pan dziwi się, że tak bardzo gracze nie lubią Electronic Arts, chociaż starają się jak mogą np.: podczas wspierania indyków w EA Originals.

No dobrze, ale ja dalej się nie dziwię graczom i moim zdaniem słusznie oceniają negatywnie firmę.

Akcje takie jak EA Originals to próba ocieplenia wizerunku firmy, gdyż skoro tak bardzo im zależy na graczach i innych twórcach, by stworzyć wspólnie świetną platformę z grami – to czemu robią to dopiero, gdy firma jest tak źle oceniana?

Dziesiątki Season Pass’ów z wyciętymi fragmentami gier (przepraszam, czasem nazywane „Premium”), niskiej jakości produkcje ostatnimi czasy, w każdej grze wrzucane na siłę mikrotransakcje w grach, gdzie według mnie jest to całkowicie niedopuszczalne. Teraz nagle mają być kochaną przez graczy firmą, gdy przez lata robili z graczy głupców?

Mass Effect, Battlefield, Battlefront, FIFA i wiele, wiele innych gier, które otrzymały bardzo negatywne oceny ze względu na cięcie gotowej gry na kawałki i sprzedawanie fragmentów osobno pod postacią DLC i to już w dniu premiery (sic!).

Elektronicy to akurat firma, którą lubię najmniej ze wszystkich dużych wydawców, więc jestem mało obiektywny, ale czy da się pokochać kogoś, kto wykorzystywał naszą naiwność przez lata, perfidnie zdzierając pieniądze za powycinane kawałki gier i robiąc kilka dobrych rzeczy – wymaga zmiany opinii? Za kilka lat może jednak będzie się dało uznać, że jednak stali się fajną firmą, ale nie w ciągu 3 lat (premiera Unravel było takim pierwszym indykiem, co miał ocieplić Origin jako platformę).

Zobaczymy, ale póki co negatywne oceny EA nie dziwią raczej nikogo.


UPDATE 16.07.2019

Nowa aktualizacja wprowadza sporo zmian – pytanie tylko, czy na lepsze.

Gepostet von GRYOnline.pl am Montag, 15. Juli 2019

Przeczytałem w dniu dzisiejszy powyższy artykuł i przyznam, że w ogóle się nie myliłem. Zmiany kosmetyczne to kwestia gustu, ale to menu tylko potwierdza, że HEJ JESTEŚMY FAJNI, ALE MACIE KOLEJNE DODATKI I KUPUJCIE, BO INACZEJ BĘDZIECIE MIELI GORSZY WYGLĄD.

Simsy opierają się o dodatki. Sims 2,3,4 mają taką samą prostą podstawę, ale również rozszerzenia dodatkowo płatne te same. Kupowanie odgrzewanego kotleta w ładniejszej i bardziej rozbudowanej formie.

Posted by Pan Otlet in Bez kategorii, 0 comments

Recenzje gier i sprzętu – czemu to niemożliwe, by były obiektywne?

Przez lata tworzenia treści w internecie, nauczyłem się tego, że nie da się zrobić obiektywnego materiału, który nie będzie nacechowany chociaż odrobiną zrozumienia dla danego produktu lub wręcz przeciwnie – nacechowanego całkowitym niezrozumieniem i niechęcią.

Nigdy nie pracowałem profesjonalnie jako recenzent gier, czy sprzętu – nie miałem okazji, nie byłem w tym dobry – do tej listy można pewnie jeszcze dodać kilka rzeczy, ale przyznam z całą okazałością, że za mało tego było, by móc być kimś znanym.

Jednak sam zauważyłem, że podczas kilku moich recenzji, nie było zbyt wiele obiektywizmu. Zależnie od materiału jaki mi było dane przedstawić – jeśli podszedłem do produkcji/przedmiotu z niechęcią, była to raczej recenzja negatywna i odwrotnie – gdy byłem podekscytowany materiałem, który miałem wykonać – recenzja niezależnie od stanu faktycznego – była zawsze pozytywna. W tak małej skali, brak pieniędzy za to, a jednak potrafiłem stracić obiektywizm.

W podobnej sytuacji znajdą się profesjonaliści. Nie mogą za bardzo obsmarować produkcji, bo zwyczajnie nie dostaną kolejnych gier danego studia, albo sprzętu danej marki do testów i to nie ulega wątpliwości.

Ciekawie ostatnio ekipa Kuby Klawitera wyszła z serią Tech Show. Jednym z etapów jest test jednego z topowych modeli telefonów na rynku, ale sponsorem telefonów nie jest producent, a sklep – czasem ten test może im nie wyjść na rękę, ale jednak testują. Przy testowaniu iPhone’a zauważyłem pierwszy raz u nich pewną zależność – lubili daną markę. W teście wytrzymałości (i ku mojemu zdziwieniu) zasłużenie poszła ocena za wytrzymałość (skurczybyk nie rozwalił się z 4 metrów!), ale ocena „fajności” z stosunku tego co pokazali – no według mnie za wysoko.

To nie oznacza oczywiście ich stronniczości, ale pokazuje, że bycie fanem danej marki przez recenzenta sporo zmienia, a moje antyfanostwo jabłek (a sam Macbook’a posiadam prywatnie) obniża ocenę.

Chciałbym kiedyś mieć okazję na recenzję, gdzie będę mógł być w stu procentach obiektywny, gdzie nikt mnie nie ugryzie, gdy źle opiszę markę, albo będę zbyt niekulturalny w swoich wypowiedziach. Pomijam hejt w internecie, mało mnie on interesuje, co potwierdzi raczej większość osób, które od lat mnie śledzą.

To tyle, jeśli chodzi o moich kilka przemyśleń – a co Ty o tym sądzisz?

Posted by Pan Otlet in Bez kategorii, 0 comments

Nie nadaję się do gier MMORPG, a szkoda.

Jestem wielkim fanem gier MMORPG i jest mi niezmiernie przykro, że się do tych gier nie nadaję 🙁

Gry MMORPG mimo wszystko od gracza wymagają cierpliwości i zaangażowania, często zmuszają do smutnego i długotrwałego grindu i są to aspekty dla mnie niestety nie do zaakceptowania, chociaż świat gildii, raid’ów itp. bardzo mnie kusi.

Próbowałem wielu gier MMO, gdzie przy kilku nawet na dłuższy czas się zatrzymałem. Star Wars The Old Republic, World of Warcraft, Black Desert, Tibia, Dungeons & Dragon Online, Warhammer, Lords of the Ring, EVE Online, Last Chaos, Cabal Online, Mu Online, Path of Exile, Diablo… Chociaż nie wszystkie wymienione to MMORPG, ale gry według mnie podobne do siebie – grind i drużynowe walki przeciwko światu.

Od jakiegoś czasu pracuję nad swoją pracą inżynierską, która ma dodać elementy grywalizacji tam, gdzie standardowo tych aspektów nie ma i jednym z największych problemów gameplay’owych jest właśnie grind i uniknięcie tego mechanizmu celem sztucznego wydłużenia rozgrywki, a także przygotowanie ciekawej i interesującej historii. Po tych doświadczeniach nieco zrozumiałem jaki jest sens tworzenia mechanizmów RAID’u, wyższych poziomów, grindu – utworzeniem rozgrywki na wiele godzin, bez tworzenia setek interesujących misji z wielogodzinną fabułą rodem z dodatków do Wiedźmin 3.

Liczę, że i mnie się uda utworzyć rozgrywkę MMORPG, która będzie interesująca dla graczy podobnych do mnie – leniwych, narwanych i stawiających na historię, a dopiero później na elementy RAID’ów, poszukiwań przedmiotów, PvP.

Posted by Pan Otlet in Bez kategorii, 0 comments

Gry to zło? TV to zło? Książki to zło?

Siedząc przed telewizorem i oglądając świetny film na podstawie jeszcze lepszej, bestsellerowej książki – Skazani na Shawshank, doszedłem do pewnych rozważań na temat negatywnego spojrzenia na medium jakim są gry.


Skazani na Shawshank to jeden z moich ulubionych filmów. Miałem okazję pierw przeczytać książkę, a dokładniej swój pierwszy w życiu ebook, na pierwszym telefonie z Androidem, czytając tą książkę w godzinach nocnych. W dzień wolałem grać z kolegami, w nocy nachodziła mnie ochota na filmy, a w późniejszym czasie – na książki. Lata mijały, a ja kolejny raz ten film miałem okazję oglądać, nawet nie inkrementuję licznika.

W tym filmie jest scena, gdy Brooks wychodzi na warunkowe zwolnienie i nie jest w ogóle dostosowany do społeczności, zbyt wiele lat minęło, by nawet mógł skorzystać z toalety bez pozwolenia.

Podobnie mam wrażenie, że jest w naszym społeczeństwie, które nie chce się rozwijać – nie winię społeczeństwa za to, ale winię, że innym wręcz to utrudnia.

Dawniej książki stały się dostępne dla wszystkich ludzi, bo przestały kosztować tyle, co aktualnie nazwalibyśmy kwotą PKB małego księstwa. Wielu ludzi już w tamtych czasach uznawała to medium za coś zbędnego. Lata… Setki lat później podobnie było z gazetami, radiem, następnie telewizją, komputerami i jego strasznym i potwornym internetem. Kolejne pokolenia nie potrafiły zrozumieć rozwoju techniki i mody na to lub tamto.

W żadnym wypadku nie winię ich za to – osobiście ja już nie rozumiem pewnego sposobu myślenia osób ode mnie młodszych o nie więcej niż 5-6 lat, a co dopiero moi kochani rodzice mogą zrozumieć moje postrzeganie świata, gdzie ta różnica wiekowa jest sporo większa.

Lata mijają, technologia wciąż się zmienia, ale jednak zachowanie się nie zmieniło, wciąż jesteśmy negatywnie nastawieni na technologię. To też dotyczy moich rodziców, dziadków, a także może przyszłe dzieci i wnuki.

Aktualnie dla mnie sposobem rozrywki są gry, filmy i seriale, ale również książki, czy spacery. Młodsi mają podobnie i to zrozumiałe, bo ja sam jestem raczej z tych dopiero wchodzących w życie dorosłego człowieka. Jednak spójrzmy na starszych. W najbliższym mi otoczeniu króluje czysta hipokryzja, gdyż gry są złe, nakłaniają do agresji. Za to sami oglądają filmy o dużym zabarwieniu demoralizacji (morderstwa, gwałty, rozwody, przemoc domowa, rasizm, itp.) i to nie jest złe?

W grach bardzo mocno walczy się z tworzeniem tak bardzo negatywnych treści, gdyż społeczeństwo wykorzysta produkcję do szerzenia informacji, że gry są przyczyną całego zła na świecie. Jednak jak przyjrzymy się grom, cała agresja i inne negatywne emocje zebrane w grze nie przebiją brazylijskiego serialu, który oglądają moi rodzice.

Społeczeństwo znalazło sobie ofiarę, podsycane przez ich nieomylną telewizję. Zaznaczam, że telewizja musi być negatywnie nastawiona do internetu i gier – w końcu zabiera im widzów. Tak samo telewizja nie promuje budzącej kreatywność sztuki, czy książek – to konkurencja.

Telewizja stała się medium dla głupich mas, która (ze względu na zasięg) wykorzystuje każdy margines innych mediów do walki z nimi. Nie muszę chyba przypominać pseudo-reportażu w wykonaniu telewizji rozrywkowej TVN i programu Uwaga! na temat patostreamingu. Margines społeczności twórców filmów w serwisie YouTube jako całość, niska jakość materiału i żart z „obiektywności” dziennikarskiej. Brukowiec tutaj to za słabe określenie, by opisać tak żałosne materiały, które wciska telewizja masom odbiorców, które niczym owce na rzeź – zaufają i pójdą za głosem głupoty.

Internet jest tak samo potworny jak jest całość społeczeństwa – i to nie jest wina internetu, a winą społeczeństwa. Nie reagujemy na zło, a jedynie szukamy kozłów ofiarnych, by zagłuszyć swoje nic nie warte sumienie.

Osobiście jeśli miałbym do wyboru oglądanie telewizji, kolejnego paradokumentu o mięsnym jeżu – to wolałbym zagłębić się w ciekawą historię gry Wiedźmin, czy Assassins Creed: Origins (moim zdaniem bardzo przyjemna historia). Telewizja, z jakością dobrej książki, a do tego interaktywna – to po prostu rozwinięcie, które pozwoli kolejnym pokoleniom na poznawanie alternatywnych historii świata, pięknych przygód, bajek, czy zaznajomienie się z innymi aspektami świata (nauką, historią).

Niestety, telewizja upadła, co mogę podać na przykładzie mojego ulubionego kanału telewizyjnego – Discovery. Kiedyś mogłem tam dowiedzieć się tematów z dziedziny historii, chemii, fizyki, matematyki, astronomii, a teraz dowiem się jak zbierać złom. Telewizja to medium kłamstw, jest tylko jedna prawda. Gry dają często możliwość wyboru, a książki – dają możliwość spojrzenia bardziej obiektywnie na temat i dają moc wyobraźni na temat alternatyw.

I tak tym wpisem kończę moje przemyślenia na temat telewizji, gier i książek – bez ładu, składu i większej puenty – ot co mi się udało napisać i co chciałem napisać (a przynajmniej jak mi wyszło – interpretacja pozostaje po Waszej stronie).

Posted by Pan Otlet in Bez kategorii, 0 comments